piątek, 8 marca 2013

Dzień Kobiet z Crafterie :) Konkurs

Idzie wiosna, trzeba nabrać nieco kolorytu, nawilżyć cerę wysuszoną przez kaloryfery i wprawić się w dobry, wiosenny nastrój.
Z tej okazji razem z firmą Crafterie, tworzącą kosmetyki w stu procentach naturalne, ogłaszamy mały konkurs :)

Zasady:
1. Konkurs trwa od 8 do 18 marca i w tym czasie można nadsyłać odpowiedzi, a wynik zostanie ogłoszony na blogu około 20 marca.
2. Pytanie konkursowe brzmi: Jaki naturalny składnik najchętniej widziałybyście w kosmetykach i dlaczego?
3. Odpowiedź na pytanie może być udzielona w dowolnej formie: komentarza, rysunku, wierszyka itp. 
4. Każda osoba biorąca udział powinna zgłosić się w komentarzu pod tą notką i podać swój adres email. Nie trzeba być obserwatorem bloga (chociaż zapraszam ;) ). Jeśli macie ochotę, polubcie fanpage Crafterie na facebooku (klik), ale nie będzie to miało wpływu na ocenę odpowiedzi na pytanie konkursowe. Osoby, które będą miały ochotę wysłać odpowiedź na maila (nr4@o2.pl) również proszę o wpisanie się tutaj i zgłoszenie udziału, żeby potem nie było żadnych nieporozumień.
5. Wygra osoba, której odpowiedź zostanie uznana za najbardziej inspirującą - oceniać będzie jury w składzie - Firma Crafterie + ja :)

No i najważniejsze, nagroda! Możecie otrzymać opakowanie nowego produktu Crafterie, tj. marchewkowego kremu do twarzy. Zawiera między innymi masło shea, olej ze słodkich migdałów i ekstrakt z marchewki, a jego zadaniem jest silne nawilżanie, wygładzanie skóry oraz nadanie jej odcienia lekkiej opalenizny.
Powodzenia :)

fot. Crafterie

czwartek, 28 lutego 2013

Domowy peeling cukrowy do ust

Prawie nigdy nie używam szminek i błyszczyków, kredki do ust dla mnie nie istnieją, nie lubię też pomadek ochronnych w sztyftach. Tylko dwóm rodzajom kosmetyków do ust zawsze ulegam - wszystkim mazidłom nawilżająco - ochronnym nakładanym palcem (wiem, wiem, higiena itd. - cóż, tak lubię, nic nie poradzę :) ) oraz peelingom.
Dawno temu używałam peelingów z firmy LUSH i bardzo lubiłam zwłaszcza ich smak. Jadalne kosmetyki, które w dodatku mają jakieś przyjemne działanie, to jest to.
Tym razem wymieszałam sobie peeling "na miarę", łącząc ulubione składniki, które akurat miałam w domu i co do których mam pewność, że są świeże i działają delikatnie.
Moja mieszanka zawiera 2/3 porcji brązowego cukru i 1/3 olejów - wymieszałam arganowy i odrobinę oleju zimnotłoczonego z orzechów włoskich. Całość aromatyzowałam i "dosmaczyłam" kilkoma kroplami olejku spożywczego migdałowego. Możecie użyć dowolnego, ja mam w planach zrobienie za jakiś czas kolejnej porcji, z olejkiem rumowym i pomarańczowym.
No właśnie - "kolejna porcja za jakiś czas" idealnie podsumowuje wydajność i działanie takiego słodkiego drobiazgu. "Kolejną porcję" zrobię na pewno, bo nie dość, że peeling świetnie spełnia swoją rolę, tj. masuje, wygładza i usuwa martwe komórki, to w dodatku jest po prostu pyszny i mało kiedy chce mi się resztki usuwać wodą lub chusteczką ;) A czemu dopiero "za jakiś czas"? Bo okazał się wyjątkowo wydajny. Trzeba nabrać wprawy w aplikowaniu odpowiedniej ilości, żeby nie osypywał się z ust, ale po dwóch - trzech dniach przestaje to stwarzać jakikolwiek problem. Używam i używam codziennie od ponad tygodnia, a jego niemal w ogóle nie ubyło. Aż trochę żałuję, bo już zaczęłam wymyślać nowe kombinacje smaków. Jaka mieszanka miałaby szansę stać się Waszą ulubioną? Zainspirujcie mnie :)

Kąpiel rozjaśniająca włosy

W naturze moje włosy mają kolor ciepłego, dosyć ciemnego brązu. A ponieważ podobno nie ma kobiet zadowolonych w stu procentach z tego, co mają, od lat marzę o ładnym rudym ;) Od kilku lat koloryzuję włosy henną (ostatnio Khadi z amlą i jatrophą) ale niestety, henna nie była w stanie nadać włosom na tyle żywego koloru jakbym tego oczekiwała. Dlatego postanowiłam się trochę pobawić i sprawdzić na sobie efekty kąpieli rozjaśniającej w składzie: 1/3 rozjaśniacza Joanny, 1/3 szamponu z granatem Alterry i 1/3 odżywki Timotei z różą Jerycha. W telegraficznym skrócie było tak
1. Farbowanie farbą Joanny, w bardzo przyjemnym, ciemnym odcieniu czerwieni. Efekt - zerowy - włosy zaimpregnowane henną zupełnie nie przyjmują barwników chemicznych. Dziewczyny w komentarzach doradziły mi kąpiel rozjaśniającą no i się zaczęło.
2. Pierwsza kąpiel, tj. masowanie włosów wyżej wymienioną mieszanką przez 10 minut. Efektu zero.
3. Maska z tych samych składników, nałożona kolejnego dnia i trzymana na włosach 25 minut. Efekt - leciutkie rudawe przebłyski.
4. Poszłam na całość - zaraz po masce ponownie zastosowałam kąpiel, 20 minut masowania. Efekt - wreszcie włosy jaśniejsze o mniej więcej 2 - 3 tony.
5. Krok ostatni - henna. W internecie znalazłam wiele sprzecznych informacji na temat, czy można stosować taką koloryzację świeżo po rozjaśnianiu i innych chemicznych specyfikach. Efekt jest doskonały. Nie stałam się zielona, ani nie wyłysiałam, włosy błyszczą się jak wściekłe i wypadają w takiej ilości, jak zawsze, lub nawet mniej. 
Pierwszy raz w życiu nie ma wokół mnie osoby, która nie zapytałaby, czego użyłam do farbowania, lub do którego fryzjera chodzę. Słowo daję, w ciągu pierwszych dwóch dni usłyszałam to pytanie jakieś piętnaście razy. 
A Wy? Dajecie się czasem skusić na takie eksperymenty?

wtorek, 26 lutego 2013

Szamponowe pytanie do "włosomaniaczek"

Wiem, że osoby określające się "włosomaniaczkami" mają swoje blogi tematyczne, ale zanim przejrzę chociaż kilka z nich i trafię na odpowiedź na moje pytanie, minie tydzień ;)

Pytanie brzmi: jakie dobre (ale w normalnych cenach) szampony bez SLS, parabenów i silikonów możecie polecić?
Używałam do tej pory kilku różnych z Alterry oraz szamponów Babci Agafii i mydeł do włosów z Lawendowej Farmy (czyli 2 na 3 produkty zamawiane przez internet, a 1 w sieciowej drogerii). Dzisiaj chciałam kupić szampon w dziale drogeryjnym jednego z supermarketów (dosyć dobrze zaopatrzonym) i... nie ma. Przejrzałam z 30 butelek. Wszelkie cuda z ekstraktami z ziół, aloesem, sokiem z granatów, róży Jerycha, wszystkie z nazwami kojarzącymi się z naturą i w każdym to samo. SLS na drugim, najdalej trzecim miejscu. Czy oprócz Rossmanna naprawdę nie ma szans na kupienie takiego szamponu ot tak, po prostu?
Podzielcie się proszę swoimi ulubionymi typami bez chemicznych świństw i wskazówkami, gdzie można je kupić.

Ps. Tak, wiem, moje pytanie idealnie pasuje do obrazka z poprzedniej notki ;) Dokładnie tak czułam się stojąc przed sklepowym regałem i czytając wszystko po kolei. 

piątek, 22 lutego 2013

Męskim okiem - szampony

Mój Brat podesłał mi obrazek, a że jest jedynym facetem, który w miarę regularnie mojego bloga podczytuje, nie ośmielę się nie wstawić :D

A jak Wy wybieracie szampon? :)