sobota, 17 sierpnia 2013

Rimmel 1000 Kisses, flamastry do ust

Pourlopowo, poupałowo, czas wracać do żywych ;) Rano wszystko zaczyna wyglądać wybitnie jesiennie, więc w ramach poprawiania sobie humoru makijażem, przywróciłam do łask ulubione flamastry do ust. Większość lata przeleżały odłogiem, bo ograniczyłam makijaż do minimum, a teraz zaprzyjaźniamy się na nowo.
Rimmel 1000 Kisses to seria teoretycznie niedostępna w Polsce. Piszę "teoretycznie", bo drogerie nam łaski nie robią - od czego jest allegro i eBay? Moje pisaki kupiłam właśnie na allegro, ceny nie pamiętam ale nie było to więcej niż kilka zł za sztukę.
Jak każdy flamaster lub tak zwany lip tint, pisaki te mają zapewniać dokładne pokrycie kolorem, łatwość aplikacji i przede wszystkim trwałość. Rzeczywiście, samo malowanie ust jest tak banalnie proste, że nawet ja, potrafiąca sobie zrobić krzywdę każdą szminką, daję radę. Pierwsza warstwa nadająca kolor może lekko wysuszać usta, ale z tym całkiem dobrze radzi sobie błyszczyk ochronny umieszczony po drugiej stronie flamastra. W przypadku odczucia ściągania czy wysuszenia, wystarczy w ciągu dnia nałożyć kolejną warstwę błyszczyka.
Kolor trzyma się naprawdę, naprawdę świetnie. Mam tendencję do szybkiego "zjadania" wszelkich szminek i błyszczyków, a 1000 Kisses utrzymuje mi się na ustach w stanie nienaruszonym około 4 godzin, nawet jeśli coś piję albo jem. Co dziwne, jaśniejszy odcień ma nieco lepszą trwałość, chociaż byłam przekonana, że będzie odwrotnie. Po tym czasie kolor zaczyna znikać z ust ale bardzo równomiernie - bez rozmazywania się czy rolowania, nie ma więc obawy o jakieś nieestetyczne niespodzianki.
Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tych flamastrów to fakt, że kolor opakowań zupełnie nie odpowiada barwie samego pisaka. Odcień 100 (Endless Blossom) ma opakowanie mocno różowe, a na ustach jest lekko transparentny i po prostu podbija, pogłębia i lekko przyciemnia ich naturalny kolor. Z kolei numer 600 (Carry On Cherry) ma opakowanie nieokreślonego koloru, pomiędzy ciemnym złamanym różem a brązem, natomiast na ustach jest ciemnoczerwony, wpadający w bordo. Z tego powodu odcień nr 600 nadaje się bardziej do ciemnych, opalonych karnacji i rzadko go używam bo kontrast pomiędzy ustami a resztą twarzy jest bardzo mocny, ale jeśli ktoś lubi taki efekt, z pewnością będzie zadowolony. Wątpię, żebym znalazła coś lepszego w równie niskiej cenie, więc włączył mi się leń i już nawet nie chce mi się szukać :)
naturalny kolor ust
100 Endless Blossom
600 Carry On Cherry


11 komentarzy:

  1. Endless Blossom wygląda świetnie :). Mnie coś flamastry nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny blog :) zapraszam do mnie http://alex-faashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten drugi kolor wygląda rewelacyjnie ale pewnie ciężko się toto potem zmywa z ust ;) To jest powód dla którego unikam pisaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie, popatrzę sobie na allegro jakie mają kolory i za ile, bo naprawdę wyglądają świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Drugi kolor - świetny. Uwielbiam takie odcienie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Otagowałam Cię: http://bajkowyzamek.blogspot.com/2013/09/zostaam-otagowana-liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  7. mam pisak bodajże z astor, blee
    nie podoba mi się ;)
    bardziej mnie kuszą te masełka w pisaku, astor ma super, przyjemna konsystencja, ale w szafie catrice też są, świeżutkie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda super ,ja mam z astora ale nie jestem jakoś do niego przekonana ;))

    OdpowiedzUsuń